opowiadania różne

Wpis

wtorek, 23 sierpnia 2011

Pink

Uchyliła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale rozmyśliła się. Odruchowo w pół do piątej wstawiła ziemniaki. Zapomniała, że on nie przyjdzie. W pokoju obok grzecznie bawił się Aleks – aktualnie jedyny facet w jej życiu. Miał zaledwie pięć lat, ale zadziwiająco dobrze znosił całą tą sytuację.

Andżelika usiadła na taborecie i zaczęła obierać marchewkę na surówkę. Brzuch przeszkadzał jej coraz bardziej, więc po chwili wstała. Ósmy miesiąc przyszedł niespodziewanie szybko, a ona wciąż nie wiedziała co będzie dalej.

A jeszcze dwa lata temu wszystko wyglądało bajkowo – przyjechali tutaj po nowe życie, życie, w którym nie mieli się już o nic martwić. Dawid miał rozpocząć wspaniałą pracę w zawodzie programisty, a ona miała go wspierać póki Aleks jest mały. Miała swój wymarzony domek z ogródkiem, na który w Polsce nigdy nie było i ich stać. Dawid był zachwycony perspektywą rozwoju i brał coraz więcej nadgodzin. Andżelika zaś czuła się coraz bardziej sfrustrowana i samotna. Zaciskała jednak zęby powtarzając jak mantrę, że na nią też przyjdzie kolej, że już niedługo wróci do pracy. Wkrótce okazało się, że Andżelika jest w ciąży, a zaraz po tym, że nadgodziny Dawida mają na imię Debbie i noszą rozmiar 6.

Czuła się upokorzona, ale tliła się w niej nadzieja, że ciąża otrzeźwi Dawida i znów będą rodziną. Rodziną z głęboką blizną, ale jednak rodziną. Tak też się stało. Wpadli w wir przygotowań do przyjęcia nowego członka rodziny, wybierali imię, kupowali wózek.

Dwa miesiące temu Dawid nie wrócił po pracy do domu. Zadzwonił wieczorem, że nie wróci ani na kolację, ani na żaden posiłek. Układa sobie życie z Debbie, która otworzyła mu oczy na wiele spraw. Między innymi na to, że kobieta siedząca w domu powinna dbać o siebie na tyle by nie roztyć się do rozmiaru 12. Dowiedziała się między innymi, że życie z nią było niekończącym pasmem nudy, że go spowalnia i że musi go zrozumieć. Musi...

Ten telefon zakończył jej życie – przynajmniej tak jej się zdawało. Życie jednak brutalnie trwało dalej, a to co przynosiło obdzierało ze wszelkiej nadziei. Po pierwsze musiała się przeprowadzić do małego mieszkania w kiepskiej dzielnicy, ponieważ Dawid nie zamierzał płacić za dom. W ogóle doszli z Debbie do wspaniałego wniosku, że właściwie Aleks jest już na tyle duży, że może iść do przedszkola, a co za tym idzie – Andżelika do pracy, więc wszystko jest wręcz idealnie. Co będzie, kiedy przyjdzie czas rozwiązania nie wiedzieli, ale obiecali pomóc. I wszystko to przebiegało jakby nic się nie stało, jakby Andżelika była daleką kuzynką, której trzeba pomóc, bo wypada. Wiele wieczorów spędziła na słuchaniu coraz to lepszych pomysłów na jej życie, które teraz stało się pantomimą przerysowanych gestów.

Starała się podchodzić do wszystkiego na spokojnie i bynajmniej nie dlatego, że nie chciała robić scen jak zwykła kura domowa. Chciała robić sceny i to bardzo, ale dla dobra Aleksa nie robiła nic. Czasem tylko wieczorem, kiedy dom oblewała cisza, a w drugim pokoju tlił się niezgaszony telewizor brała poduszkę i wypłakiwała wszystko to, co jej przynosił jej dzień. Od przypalonej zupy, przez nieudany dzień w pracy po swoją samotność.

Pomoc starszej pani, którą znalazła w ogłoszeniu przynosiła jej poniekąd ulgę. Zaprowadzała Aleksa do przedszkola i na chwilę mogła przestać myśleć o pustym domu, o garnku, w którym jest za dużo zupy, bo przez tyle lat nauczyła się przecież gotować dla trojga, o powrocie do Polski.

Wracać - to była jej pierwsza myśl po wieczornym telefonie od Dawida. Pytanie, które nasunęło się zaraz potem było zarazem odpowiedzią . Do czego? Do dwóch pokoi kątem u rodziców? Do kraju, gdzie nie ułatwia się życia samotnym matkom? Powrót nie wchodził w grę. Zresztą w ogóle nie powiedziała rodzicom o tym co się stało. Ze zwykłego ludzkiego wstydu, chociaż wiedziała, że to nie ona powinna się wstydzić. Tak czy inaczej utrzymywała rodziców w przekonaniu, że Dawid fantastycznie się o nich troszczy, że wszystko jest wspaniale. Co najbardziej ją śmieszyło teściowie także nic nie wiedzieli, a ona nie miała zamiaru ich uświadamiać. Tej jednej rzeczy Dawidowi nie ułatwi.

Dziś udało jej się skończyć wcześniej. Stała oparta o blat i patrzyła na gotujący się garnek ziemniaków – znów wstawiła za dużo. Aleks bawił się niemal bezszelestnie. Nie mogła wyjść z podziwu jak dzielnie sobie ze wszystkim radził. Właściwie to nie było w tym nic dziwnego, ponieważ nigdy nie miał dobrego kontaktu z ojcem. Dawid był wyznawcą zimnego chowu; zawsze podkreślał, że facet musi być twardy. Rzadko decydował się przytulić czy choćby pochwalić syna. Przeszło jej nawet przez myśl, że Aleks odczuł ulgę po odejściu Dawida. Ani razu nie zapytał gdzie jest tata, czemu nie wraca.

CDN



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
sunstarr
Czas publikacji:
wtorek, 23 sierpnia 2011 10:25

Polecane wpisy