opowiadania różne

Wpis

środa, 10 sierpnia 2011

Ziemskie smutki

W odległej galaktyce, na planecie Wizzlar żyła sobie mała super dziewczynka imieniem Megania. Jak wszystkie dzieci na Wizzlarze potrafiła robić nadludzkie rzeczy. Była tak silna, że mogła podnieść cały pociąg; miała wzrok tak dobry, że mogła wypatrzeć igłę w stogu siana, potrafiła słyszeć rozmowy z innych planet, mogła też stać się niewidzialna kiedy chciała i jak każdy wizzlańczyk potrafiła latać. Ale Megania potrafiła jeszcze jedną rzecz, której nie potrafił nikt ani na Wizzlarze ani w całej galaktyce. Potrafiła spełniać dziecięce marzenia.

Megania bardzo lubiła poznawać inne planety i chętnie podróżowała z rodzicami po wszechświecie. Zwiedzili już planetę całą z lukru, gdzie mieszkały śmieszne podobne do puszków do pudru kolorowe stworki, które miały bardzo długie języczki i stale podjadały lukier. Byli też na malutkiej planecie, gdzie mieszkańcy nie więksi od parasola cały czas żuli gumę, a ich język polegał na robieniu balonów. Każde pęknięcie i pyknięcie balona miało inne znaczenie. Meganii bardzo podobał się ten język. Rodzice kupili jej na stacji kosmicznej gumę i po chwili Megania mogła robić balony i w ten sposób rozmawiać z innymi dziećmi.

Pewnego dnia wybrali się na Ziemię w Układzie Słonecznym. Meganii bardzo podobała się ta planeta – były tam piękne zwierzęta jakich Megania nigdy nie widziała – szary słoń z długą trąbą; ogromna żyrafa, która skubała listki z czubków drzew, prześmieszne małpy, które trochę przypominały ludzi. Były też skrzydlate ptaki, z którymi mogła urządzać podniebne gonitwy.

Meganiia spotkała też mnóstwo dzieci – wesołych, uśmiechniętych, bawiących się na placach zabaw i w domach. Dziewczynka zauważyła jednak, że wiele dzieci było smutnych albo złych; niektóre z nich płakały. Megania nigdy nie widziała żeby ktoś płakał, więc bardzo się zdziwiła. Czas jednak było wracać do domu i Megania nie dowiedziała się dlaczego dzieci płaczą.

Tej nocy Megania nie mogła zasnąć, wciąż myślała o płaczących dzieciach. A może udałoby mi się im jakoś pomóc? - myślała leżąc w łóżeczku. Wstała i podeszła do okna swojego kosmicznego pokoju. Było tam mnóstwo zabawek – roboty, z którymi można się było bawić w chowanego i w sklep albo grać w gry planszowe, przytulanki, które potrafiły przegonić wszystkie strachy z ciemnego pokoju, lewitujące klocki, które trzeba było najpierw złapać żeby móc z nich układać, aparat do baniek, które nigdy nie pękały i można było po nich skakać i odbijać się bardzo, bardzo wysoko. Megania podeszła jednak do swojego teleskopu, przez który można było oglądać życie na innych planetach. Od razu skierowała go na Ziemię i poszukała dzieci, które były smutne. Jedne domagały się oglądania telewizji do późna, inne zjedzenia kolejnego batonika, a jeszcze inne chciały nowych zabawek.

- Jejku! Przecież ja mogę sprawić, że dzieci będą wesołe! - powiedziała do siebie. - Spełnię ich życzenia, by niczego im nie brakowało! Wtedy będą uśmiechnięte!

I jak pomyślała tak zrobiła. Zamknęła oczy i skupiła się tak mocno, jej skóra zrobiła się jasno złota i zaczęła świecić. W pewnym momencie Megania uczyniła gest jakby chciała zrobić z powietrza śnieżkę. W jej rączkach pojawiła się srebrno biała kula, którą Megania z całej siły cisnęła przez okno. Kula leciała i leciała zostawiając za sobą świetlisty ogon. Megania obserwowała przez teleskop jak kula dociera na Ziemię i rozbija się na mnóstwo maleńkich iskierek. Dziewczynka skierowała swój teleskop na dzieci, które teraz siedziały przed telewizorami, bawiły się nowymi zabawkami i zajadały słodyczami. Wszystkie były bardzo zadowolone.

- Teraz mogę iść spać – powiedziała zadowolona Megania i położyła się do łóżeczka. Zasnęła bardzo szybko i śniły jej się wesołe dzieci, które dziękowały jej za spełnienie ich życzeń.

Megania wstała tego dnia dość późno i kiedy zeszła do kuchni na śniadanie jej rodzice byli już w pracy. W kuchni była tylko elektroniczna super niania, która smażyła najlepsze na świecie naleśniki.

-Dzień dobry Meganio – zawołała radośnie. – Jak się spało?
-Dzień dobry nianiu. Bardzo dobrze – odpowiedziała ziewając Megania.

Dziewczynka usiadła przy stole i zaczęła jeść śniadanie. Na hologramie, który wyświetlał się na blacie leciały właśnie nudne, dorosłe wiadomości, których Megania bardzo nie lubiła. Wtem ukazał się reporter, który siedząc na statku przypominającym wielki telewizor opowiadał coś o Ziemi. Megania podgłośniła, by posłuchać informacji o tym, jak uszczęśliwiła dzieci. Jednak reporter miał niezadowoloną minę:

- Tej nocy na ziemi stały się bardzo złe rzeczy. Wszystkie dzieci mogą robić co chcą, a ich rodzice są bardzo nieszczęśliwi. Słodycze i chipsy pojawiają się na życzenie dzieci, wszędzie jak spod ziemi wyrastają telewizory i komputery, przy których dzieci zasiadają z wielkim zadowoleniem. Dzieci są zasypywane zabawkami.

Megania przetarła oczy ze zdziwienia. Co może być w tym złego, że dzieci są szczęśliwe? - pomyślała. Reporter zdawał się jej odpowiadać na pytanie:

-W tej chwili widzimy bardzo grubego chłopca, które trzyma się za brzuszek. - relacjonował reporter. - Prawdopodobnie zjadł za dużo czekoladek i rozbolał go żołądek. Oj, to nie wygląda najlepiej. Rodzice jadą z nim do szpitala i...

Nagle reporter urwał. Był bardzo zmartwiony tym co zobaczył.

- Niestety nie ma miejsca w szpitalu, a lekarze nie mają czasu się nim zająć, bo opiekują się setkami innych dzieci, które boli brzuszek. Co za katastrofa! - wołał reporter.

Tego było już za wiele. Megania wyłączyła hologram i nie mówiąc nic niani pobiegła na dwór by odnaleźć swój mały statek kosmiczny. Statek bardzo przypominał żółty kwiat słonecznika ze szklaną kopułką pośrodku.

-Muszę lecieć na Ziemię i wszystko odkręcić! - zawołała i wsiadła na statek.Statek uniósł się nad trawnikiem i zaczął bardzo szybko machać każdym słonecznikowym płatkiem. Po chwili Megania była już na Ziemi i to co zobaczyła wcale jej się nie spodobało.

Widziała dzieci, ale wcale nie były wesołe. Jedne trzymały się za brzuszki, tak jak opowiadał reporter, inne miały czerwone, zapuchnięte oczy od oglądania telewizji, a inne były zagubione wśród setek zabawek.

Megania podeszła do jednego chłopca, który siedział na trawniku i zasypany był różnymi kolorowymi zabawkami i głośno płakał.

-Dlaczego płaczesz? – zapytała Megania. - Przecież masz mnóstwo pięknych zabawek.

-Dlatego, że nie wiem czym mam się już bawić! – załkał chłopczyk.

-Pomogę Ci – powiedział Megania i jednym ruchem ręki sprawiła, że zabawki zniknęły. Został tylko jeden stary samochodzik na sznureczku.

-To mój ukochany samochodzik! - zawołał szczęśliwy chłopiec. Tak za nim tęskniłem! Dziękuję, dziewczynko!

Megania zostawiła chłopca, który teraz wesoło ciągnął swój samochodzik i poszła dalej. Widziała mnóstwo ładnych domków z podwórkami, gdzie można by się fajnie bawić, ale nie było na nich żadnych dzieci. Postanowiła zajrzeć do jednego domu. Przez okno zobaczyła jasnowłosą, śliczną dziewczynkę. Siedziała w swoim pokoju przed dużym telewizorem – oczka miała bardzo czerwone i zapuchnięte, wyglądała jak zahipnotyzowana. Obok siedział chłopiec, który grał na komputerze i próbował coś krzyczeć do ekranu. Nie wydawał jednak żadnego dźwięku, bo od ciągłych krzyków stracił głos. Miał czerwone, zapuchnięte oczka, tak jak jego siostra.

-Dlaczego nie pójdziecie na dwór się pobawić? - zapytała Megania.

-Bo chciałabym obejrzeć jeszcze jedną bajkę, a potem będzie film o zwierzątkach i jeszcze jedna bajka– zaczęła wymieniać dziewczynka. - A mój brat chce przejść kolejny poziom gry.

Megania wiedziała co zrobić. Jednym ruchem ręki sprawiła, że telewizor uniósł się i zniknął, a komputer wyleciał przez okno i poleciał wysoko w niebo.

Dzieci jakby obudziły się z długiego snu. Nagle się uśmiechnęły i pobiegły na dwór by bawić się w chowanego.

Megania poszła dalej i po chwili dotarła do szpitala, gdzie tłoczyli się dorośli, którzy trzymali za ręce dzieci z bolącymi brzuszkami. Megania spostrzegła, że inne dzieci trzymają się za buzie, bo bolą je ząbki. Wszystkie jednak trzymały w rączkach batoniki i chipsy. Dziewczynka podeszła do chłopczyka stojącego najbliżej:

-Dlaczego jesteś smutny? Przecież lubisz słodycze. - zapytała Megania.

-Ale nie słuchałem rodziców i jadłem ich za dużo – zapłakał chłopiec – I teraz boli mnie brzuszek. Chciałbym zjeść zupkę taką jaką gotuje mama, gdy jestem chory. Zawsze mi pomaga.

Megania wiedziała co zrobić. Jednym ruchem ręki sprawiła, że batonik zniknął, a w jego miejsce pojawił się talerz pachnącej zupy. Chłopczyk szybko zjadł zupkę i uśmiechnął się szeroko. Czuł się o wiele lepiej.

Megania usiadła na murku ogradzającym szpital, gdzie nikt jej nie widział i... zapłakała. Pierwszy raz w życiu uroniła łzę.

- Jak mam pomóc tym wszystkim dzieciom? Nie potrafię teraz zabrać tych wszystkich zabawek, telewizorów i słodyczy! - płakała głośno.

Nagle w niebie zrobiła się dziurka. Najpierw malutka, potem coraz większa i większa, aż wreszcie tak duża, że przeleciał przez nią ogromny statek kosmiczny. Przypominał wielką świetlistą karuzelę, tyle że cały był srebrny i miał mnóstwo czerwonych i niebieskich światełek. Megania rozpromieniła się.

-To tata! - zawołała wesoło

Statek wylądował i pod spodem ukazało się jasne światło, w którym pojawił się postawny mężczyzna w błyszczącym jak żuk zielonym garniturze.

-Meganio! - powiedział poważnie. - Nie jestem z Ciebie zadowolony. Nie wolno samemu opuszczać domu!

-Ale tato, ja chciałam pomóc tym wszystkim dzieciom! - zawołała Megania. - One były takie nieszczęśliwe, że nie mają zabawek i słodyczy i że nie mogą grać na komputerze!

-Meganio, tylko rodzice wiedzą jak sprawić by ich dzieci były naprawdę szczęśliwe – powiedział łagodnie. - To mama i tata dbają o brzuszki, oczka i ząbki dzieci.

-Teraz rozumiem! – powiedziała Megania. - Jeśli czasem czegoś im nie pozwalają, to tylko dla ich dobra!

-Zgadza się! - zawołał wesoło tata - A teraz musimy się rozprawić z tym bałaganem.

Tata stanął mocno na ziemi, położył ręce pod boki i mocno wypiął pierś do przodu. Z piersi wystrzelił oślepiający słup światła i nagle wszystkie zabawki, słodycze, komputery i telewizory zostały przez niego przyciągnięte. Nagle promień zgasł i wszystkie rzeczy zniknęły.

Dzieci zaczęły wychodzić z domów na podwórka i ganiać się wesoło. Dzieci ze szpitala siedziały na trawnikach i zajadały kanapki, zupki i pyszne warzywa, które dali im rodzice. Teraz wcale nie były nieszczęśliwe. Uśmiechały się, a gdy skończyły przyłączyły się do ganiających się dzieci.

Megania zrozumiała, że nawet jeśli coś na pierwszy rzut teleskopu wygląda źle to wcale nie musi takim być.

 



Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
sunstarr
Czas publikacji:
środa, 10 sierpnia 2011 22:17

Polecane wpisy

  • Pink

    Uchyliła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale rozmyśliła się. Odruchowo w pół do piątej wstawiła ziemniaki. Zapomniała, że on nie przyjdzie. W pokoju obok grz

  • Bajka wigilijna

    BAJKA DLA LENUSI Wysoko, wysoko nad nami, w Niebie, gdzie żyją aniołki i święci trwało wielkie poruszenie. Jak co roku Święty Piotr wybierał jednego aniołka, k

  • opowiadanie na szpilkach

    To był wyjątkowo ciężki dzień – rano pokłóciłam się z mężem o to, że połamał moje magnolie, zepsuł się czajnik i jeszcze mama zadzwoniła w niewiadomym cel