opowiadania różne

Wpis

wtorek, 09 sierpnia 2011

bajka o skowronku

O MAŁYM SKRZYDEŁKU BRONKA SKOWRONKA

 

Całkiem blisko nas – rósł piękny, stuletni las. Przy lesie jak okiem sięgnął rozciągała się najpiękniejsza na świecie łąka. Nazywała się Złotą Łąką. Właśnie w tym miejscu żyła sobie Mama Słowiczka. Miała ona w zaroślach przytulne gniazdko, gdzie wysiadywała 4 nakrapiane jajeczka. Wkrótce z jajek miały się wykluć pisklątka, więc Mama Słowiczka pieczołowicie o nie dbała – myła je, przytulała i śpiewała im kołysanki.

Pewnego razu zdarzyła się rzecz straszna. Gdy Słowiczka na chwilkę się odwróciła okropna Kuna wykradła jedno z jajeczek i uciekła do gęstego lasu, gdzie Mama Słowiczka nie mogła lecieć. Mama Słowiczka latała więc po całej łące i rozpaczała. Gdy leśne zwierzątka usłyszały jej płacz natychmiast znalazły Kunę i odebrały jej jajko. Lecz gdy przyniosły je do gniazdka Słowiczki jajko było całkowicie wychłodzone. Biedna Słowiczka martwiła się, kto wykluje się z takiego zimnego jajka i natychmiast opatuliła je wszystkimi piórkami jakie miała w gnieździe.

Wkrótce jajeczka zaczęły wesoło drgać i podskakiwać. Nadszedł czas narodzin pisklaczków. Po kilku godzinach z jajeczek zaczęły wystawać żółte dzióbki, a po chwili małe, śliczne pisklątka. I nawet z tego wyziębionego wykluł się ptaszek. Mama Skowronka była bardzo szczęśliwa, przytuliła swoje dzieci i zaczęła je z ciekawością oglądać.

- Trzeba wam nadać imiona – zaćwierkała wesoło – Ty będziesz Stasio – ucałowała największego ptaszka. - Ty będziesz Henio – ucałowała najgrubszego ptaszka. - Ty będziesz – Renia – ucałowała jedyną dziewczynkę, która się wykluła. A ty będziesz – i nagle Mama Skowronka zmartwiła się. Pisklątko z wyziębionego jajeczka jedno skrzydełko miało jakby mniejsze i inne niż mają zwykle ptaszki. Ale Mama Skowronka szybko się uśmiechnęła i powiedziała – Jeszcze będzie z Ciebie orzeł! Będziesz miał na imię Bronek!

Dni mijały im na zabawie i nauce latania. Najwięcej kłopotów miał z tym Bronek, ale wcale się tym nie przejmował i dzielnie bawił się z rodzeństwem w ganianego i inne powietrzne zabawy. Wszyscy bardzo go lubili, bo był wesołym, grzecznym ptaszkiem. Każdemu chętnie pomagał i zawsze mówił „dzień dobry”.

Lecz pewnego dnia nad łąkę nadciągnęło niebezpieczeństwo. Na błękitnym niebie pojawił się jastrząb. Wszyscy bali się jastrzębia, bo polował na małe polne zwierzątka i ptaszki, ale najbardziej lubił skowronki. Skowronki miały jednak sposób na Jastrzębia. Gdy tylko pojawiał się nad łąką jeden ptaszek odlatywał jak najdalej od gniazda i udawał, że jest ranny. Skuszony łatwą zdobyczą Jastrząb odlatywał a w tym momencie ptaszki mogły się pochować w wysokiej trawie.

Bronek wiedział, że ze swoim małym skrzydełkiem najlepiej ze wszystkich z rodzeństwa udaje zranionego ptaszka, więc niewiele myśląc wzbił się w powietrze i zaczął lamentować:

- O moje skrzydełko! Jak mnie boli! Zaraz złapie mnie jastrząb! - Latał tak nad łąką, aż zwrócił na siebie uwagę jastrzębia. Jastrząb szybko zawrócił w stronę Bronka i już go miał w swoich szponach, kiedy dzielny mały ptaszek zrobił unik. Jastrząb zawrócił i znów chciał złapać Bronka i znów skowronek wyprowadził drapieżnika w pole. Gonitwa trwała, a Mama Skowronka, Stasio, Henio i mała Renia zdążyli się ukryć. W końcu jastrząb odleciał z niczym. Bronek zorientował, że w całej tej walce odleciał za daleko i nie widzi już ani Złotej łąki, ani swojej mamy ani żadnego z rodzeństwa. Pod nim rozciągał się tylko Stuletni las. Zaczął więc wołać, ale nikt go nie słyszał. W pewnym momencie dobiegł go z dołu głos:

-Dlaczego płaczesz?

-Zgubiłem się- powiedział Bronek i sfrunął na dół. Zobaczył tam rudą wiewiórką.

-Cześć! Jestem Fruzia. - powiedziała wiewiórka - A ty?

-Jestem Bronek i mieszkam na Złotej Łące. Jastrząb zagonił mnie aż tutaj i nie wiem jak wrócić do domu – zapłakał.

-Nie martw się. Pomogę Ci – powiedziała Fruzia – Ale co to? Ale masz śmieszne skrzydło!

-Wcale nie jest śmieszne, tylko trochę inne! - oburzył się Bronek i opowiedział jej o swoim sprytnym sposobie na jastrzębia.

-Masz rację, wcale nie jest śmieszne – powiedziała Fruzia. – Pomogę ci dotrzeć do domu, ale najpierw muszę odzyskać moje żołędzie, które schowała przede mną moja młodsza siostra.

Nie uszli daleko, gdy dotarli pod starą sosnę. Wiewiórka szybko wspięła się na nią i po chwili zawołała:

- Ojej! Ta dziupla jest taka mała, że nie zmieści się tak moja łapka! Nie sięgnę po moje żołędzie – lamentowała.

Bronek wzbił się w powietrze i usiadł na gałęzi obok Fruzi. Faktycznie, dziupla była maleńka i tylko małe skrzydełko ptaszka mogło się tam zmieścić. Bronek włożył więc skrzydełko i po kolei podawał żołędzie Fruzi, a ona znosiła je na dół i zakopywała w ziemi. Była bardzo wdzięczna Bronkowi za pomoc.

Szybko uwinęli się z pracą i ruszyli dalej. Szli i szli a las stawał się coraz gęstszy. Zbliżała się noc i robiło się coraz ciemniej i straszniej. Postanowili więc, że zanocują wysoko na drzewie. Ale gdy tylko ułożyli się do snu usłyszeli pod sobą straszliwy dźwięk:

- Ałuu! Ałuuuu!

Dźwięk był tak przeraźliwy, że nie mogli zasnąć. W końcu zdecydowali się powoli zejść po gałązkach i zobaczyć, kto tak strasznie wyje. Gdy byli tuż nad ziemią okazało się, że to mały krecik.

- Co się stało kreciku? - zapytał Bronek

- Wielki pająk porwał moje okulary i nic nie widzę. Nie umiem latać ani wspinać się po drzewach, a sieć jest tak wysoko! - rozpaczał krecik.

-Nie płacz. Pomożemy ci – powiedział dziarsko Bronek – Pokaż nam tylko gdzie mieszka ten pająk.

Krecik wskazał dwie wielkie sosny, pomiędzy którymi była rozciągnięta sieć pająka. Z dołu połyskiwały okulary krecika. Nagle krecik spojrzał na skrzydełko Bronka.

-Ale masz śmieszne skrzydło – powiedział krecik

-Wcale nie jest śmieszne – oburzył się ptaszek i opowiedział krecikowi o sposobie na jastrzębia.

- Masz rację – przyznał krecik. Wcale nie jest śmieszne. Przepraszam.

-Nie gniewam się. Teraz musimy odzyskać twoje okulary - powiedział Bronek i zaczął wzlatywać coraz wyżej i wyżej, aż znalazł się naprzeciwko pajęczyny. Na szczęście pająka nigdzie nie było widać. Teraz trzeba było bardzo uważać by nie dotknąć skrzydłami sieci, bo mógłby się w nią zaplątać. Ustawił się więc bokiem do niej, dużym skrzydłem utrzymywał się w powietrzu a maleńkim strącił okulary wprost do łapek Fruzi.

-Dziękuję, jesteście wspaniali! -powiedział uradowany krecik- A zwłaszcza ty Bronku i twoje małe – wielkie skrzydełko!

Gdy tylko wesołe słonko rozświetliło niebo ruszyli razem ku Złotej Łące. Szli długo, aż wreszcie im oczom ukazał się skraj lasu.

-Jesteśmy na miejscu – zawołał Bronek.

-Oj, tak! - rzekł ze smutkiem krecik – tu nasza przygoda się kończy.

- Nie martw się, kreciku – powiedział Bronek. - Teraz już wiecie, gdzie mieszkam, więc możecie mnie odwiedzić w każdej chwili!

I tak przyjaciele serdecznie się pożegnali, a Bronek poleciał na spotkanie mamy. Radości nie było końca! Ptaszek opowiedział wszystkim o swojej przygodzie w lesie i mieszkańcy łąki byli z niego bardzo dumni. Mama Słowiczka nie mogła przestać przytulać synka, a leśne zwierzątka nie mogły się nachwalić małego zucha! Podobno po walce z Bronkiem jastrząb odleciał i już nigdy nie wrócił.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
sunstarr
Czas publikacji:
wtorek, 09 sierpnia 2011 21:25

Polecane wpisy